O nas

Kim
jesteśmy

PASJA - w tym tkwi nasz sekret, to ona połączyła kilka lat temu dwóch ludzi, całkowicie oddanych spinningowi i zaowocowała utworzeniem w 2014 roku firmy MANYFIK.

HARMONIA Z NATURĄ to część naszej marki, produkcja na żadnym etapie nie ma negatywnego wpływu na środowisko naturalne dzięki zastosowaniu odpowiedAnich technologii. Realizując swoją pasję jesteśmy całym sercem i duszą za wspieraniem zasad "catch & releasae" - złap i wypuść.

DBAŁOŚĆ O DETALE sprawia, że nie ustajemy w dążeniu do perfekcji, bo chcemy być najlepsi. Wszystkie produkty w całości wytwarzane są ręcznie z najwyższej jakości komponentów importowanych z USA. Naszymi dostawcami są wiodące firmy z branży posiadające nawet 70 letnie doświadczenie w produkcji elementów przynęt spinningowych.
Spinning to miłość, która trwa i mamy nadzieję, że zaszczepimy ją również w sercach naszych dzieci, w rękach których leży przyszłość relacji ludzi z naturą.

Wirujące
ogonki

Tym razem mam zaszczyt przedstawić kolejną grupę przynęt firmy „Manyfik” są nimi „wirujące ogonki”. Przynęta składa się z metalowego korpusu w kształcie niewielkiej rybki, zaopatrzona jest w trzy druciane oczka na grzbiecie, brzuszku i ogonie. „Ogonowe” oczko zaopatrzone jest w zawieszoną na krętliku paletkę (ogonek) wykonaną z cienkiej odpowiednio ukształtowanej blachy.
Prototypem wszystkich „wirujących ogonków” był "Little George" wprowadzony do masowej produkcji w 1960 roku przez znaną amerykańską firmę Mann's Bait Company's . Przynęta powstała dzięki zamiłowaniu Amerykanów do łowienia bassów wielkogębowych (Micropterus salmoides), po polsku zwanych dawniej, choć błędnie „okoniopstrągami”.
Wędkarze już dawno zwrócili uwagę na to, że większość stanowiskowych drapieżników reaguje wzmożoną agresją na przynęty wykonujące gwałtowne konwulsyjne ruchy w pionie. Nic dziwnego, przecież te ruchy są charakterystyczne dla umierających ryb, czyli pokarmu wszelkich drapieżników. To właśnie odpowiednio poprowadzony „Little George” i jego następcy potrafią robić to znakomicie.
Wracajmy jednak do „wirujących ogonków” firmy „Manyfik”. W kilkunastu zdaniach postaram się je przedstawić. Pierwsze na co zwróciłem uwagę po wzięciu do ręki to bardzo ładne i staranne wykonanie przynęt. Ciekawa i dość szeroka gama kolorystyczna. W tym moje ulubione z innych przynęt barwy „green tiger”, niebieski, czarny, biały i naturalny okoń, pstrąg, fiolet, imitujący strzeblę oliwkowy oraz przepiękny Nemo. Mimo, że mam kilkanaście „Ogonków” a w najróżniejszych sklepach widziałem wszystkie, naprawdę się im starannie przyglądając nie znalazłem oczka, które byłoby zapaprane lakierem. Wszystkie mają wyraźne, znakomicie dobrane do koloru korpusu przynęty trójwymiarowe oczka. Wszystkie zaopatrzone są w ostre kotwiczki (dwu ramienne BuBu OL a trójramienne pozostałe). Różnego kształtu metalowe paletki (ogonki) zawieszone są na pięknie pracujących krętlikach. Właśnie krętlik jest niezwykle ważnym elementem przynęty ponieważ od niego nie tylko zależy praca skrzydełka w trakcie wirowania, ale też… ewentualne skręcanie linki.

Zacznijmy może od najmniejszych...
BuBu OL - to małe przynęty o skupionym, krótkim i ciężkim korpusie z szerokim i stosunkowo dużym skrzydełkiem. Produkowane są w rozmiarach: OL 4 (dł. korpusu18mm/ waga 4g, skrzydło nr 1),; OL 6 (21mm/6g skrzydło nr1); OL 10 (27 mm/ 10g, skrzydło nr 2) i OL 15 (31mm/15g, skrzydło nr 3). Ich bardzo zwarta budowa sprawia, że w stosunku do innych przynęt o tej samej wadze są bardziej lotne, czyli da się nimi dalej rzucić. Jest to dość istotne przy połowie takich ryb, jak płochliwe klenie, jazie, pstrągi, a nawet okonie. W porównaniu z innymi „wirującymi ogonkami”, BuBu OL mają nieco zmieniony układ metalowych oczek. Oczko ogonowe zamiast na końcu ogonka, jest położone na jego części grzbietowej, a brzuszne, na którym zawieszona jest dwuramienna kotwiczka, przesunięte jest nieco do przodu. Taki układ oczek ogranicza nieprzyjemne plątanie się paletki o haki kotwiczki. Najważniejsze jednak jest… utrzymanie sztywnego kontaktu z przynętą podczas jej opadu.
Z uwagi bardzo częste brania, musi być zawsze ściśle kontrolowany! Zastosowanie przyponów z grubego fluorocarbonu, Sulfonu lub tytanu, nie tylko uchroni naszą przynętę przed zębami szczupaka, ale olbrzymim stopniu ograniczy możliwość zaplątania przynęty w linkę.
Wirujące ogonki „BuBu OL” świetnie nadają się do łowienia okoni polujących pod powierzchnią na drobnicę. Spora masa przynęty pozwala z dużej odległości dosięgać żerujące ryby, a opór stawiany przez wirującą paletkę umożliwia prowadzenia jej w kontrolowany sposób dokładnie w strefie polowań drapieżników. Można nią obławiać kilkumetrowe strome stoki, płaskie twarde blaty, prowadzić wśród podwodnych przeszkód, nad i wśród roślinnością. Dodatkowym atutem pracy wirującego ogonka BuBu OL są wibracje korpusu wywołane pracą skrzydełka oraz refleksy świetlne niklowanego oraz młotkowanego skrzydełka. Owo produkcji amerykańskiej skrzydełko zastosowane w tej przynęcie zdobyło sobie na całym świecie uznanie, jako bardzo skuteczny wabik zwłaszcza przy połowie ryb łososiowatych. Zimą zaś najmniejsze modele znakomicie nadają się do łowienia okoni… spod lodu.

IWO
Korpusy obu przynęt są takie same, a różnią się jedynie zastosowanym w konstrukcji skrzydełkiem ogonka. „Rybki” zostały wykonane z twardego, ale stosunkowo lekkiego stopu, co pozwoliło zredukować wagę przy tej samej wielkości przynęty. To bardzo ważny parametr, ponieważ właśnie od niego oraz wielkości i prędkości wirowania paletki zależy szybkość jej opadania na dno. Mając na uwadze aspekt ochrony środowiska, ze stopu wyeliminowano całkowicie ołów.
W obu przynętach zastosowano łożyskowany krętlik. Pozwoliło to w praktyce na niezakłócalną pracę skrzydełka (wirowanie ogonka). Zastosowane w przynętach krętliki i skrzydełka są produkowane  w USA przez firmę będącą światowym liderem w ich produkcji.
W przynęcie IWO OL zastosowano szerokie młotkowane skrzydełko, co pozwoliło uzyskać silne wibracje oraz refleksy świetlne. Taka praca sprawia, że  jest wręcz stworzona do obławiania jezior oraz rzek o słabym i średnim uciągu wody.
Drugi model IWO SW zaopatrzony jest w smukłe i o gładkiej powierzchni skrzydełko typu Swing co pozwoliło zmniejszyć opór prowadzenia zachowując jednocześnie żywe mocne refleksy. Wszystko to sprawia, że jest to przynęta do obławiania rzek z silnym uciągiem wody.
Na ulubionym moim jeziorze Wierzchowskim mam koło wyspy takie miejsce, w którym zawsze są okonie. Szkopuł w tym, że tamtejsze pasiaki nie tylko nie zawsze chcą brać, ale nawet podczas dobrego, wydawać się mogło żerowania, potrafią być wybredne i… wyjątkowo wredne. Dlatego właśnie zawsze jedną z okoniowych wędek mam zawsze uzbrojoną w wirujący ogonek… Wiele razy przyniósł mi przyzwoite rezultaty, tylko dlaczego u licha tak czepiają się do niego szczupaki?

Karol Zacharczyk

Obrotówki

W dobie modnych „nowoczesnych” przynęt jigów, woblerów trochę zapomniano o błystkach w szczególności zaś o obrotówkach. Dlaczego? Może przez ich powszechnie znane wady: skręcanie żyłki, duży opór przy wyrzucie, kłopoty z obciążeniem i zaczepami? A może dlatego, że choć wszystkie wydają się  porządnie wykonane, to nie zawsze odpowiednio i od razu pracują? O i chyba doszedłem  do clou, czyli do sedna… Obrotówka w porównaniu do innych przynęt w swej klasie jest konstrukcją skomplikowaną. Składa się bowiem z wielu istotnych dla jej pracy elementów,a mianowicie: drutu zakończonego  z obu stron oczkami (przednie służy do umocowania żyłki, tylne do założenia kotwiczki), na którym osadzone są nieruchomy korpus, koraliki łożyskujące strzemiączko z obracającym się podczas ściągania elementem wabiącym czyli skrzydełkiem lub jak kto woli paletką. Od jego kształtu, ciężaru i wyprofilowania zależy szybkość wirowania…
Gdy do moich rąk trafiły błystki obrotowe firmy Manyfik stwierdziłem to chyba jest właśnie to. Jednocześnie uświadomiłem sobie jak rzadko ostatnio łowię obrotówkami, które jeszcze w latach dziewięćdziesiątych były moimi ulubionymi i stosowanym na wszystkie ryby przynętami.
Na obrotówkę złowiłem swoją  pierwszą ledwie miarową głowatkę, największą troć, na Uralu kilka łososi szlachetnych i wiele lipieni, pierwsze swoje rekordowe okonie i wzdręgi oraz wiele, wiele szczupaków w tym mój niepobity do dziś rekord z jez. Ilsko. W arsenale moich przynęt błystki obrotowe stanowią zacny, liczący kilkaset sztuk zbiór. Wśród nich są i te „firmowe” chyba wszystkich uznanych producentów, ale też najróżniejsze obrotki -„samoróbki”, czyli blaszki mojej konstrukcji oraz błystki z limitowanych serii „dla przyjaciela” konstruowane (bo nie produkowane) przez moich kolegów. Wielkości też najróżniejsze od 00 a nawet 000  (według standardów „Meppsa”) po numery 7-8, o wagach od ułamka grama po 40, a może i więcej gramów.
Obrotówka jest na tyle skomplikowanym „urządzeniem”, że problemem jej pracy naukowo zajął się pierwszy trener Kadry Narodowej  w Wędkarstwie Spinningowym prof. dr hab. Kazimierz Wójs - szef Zakładu Mechaniki i Systemów Energetyki Politechniki  Wrocławskiej. Przez wiele lat nad wodą i w laboratorium zbierał doświadczenia o wirówkach. Badał właściwości różnych obrotówek, zwracając uwagę na takie elementy pracy jak: łatwość startu, szybkość i kąt wirowania, pochylenie korpusu i kotwiczki podczas prowadzenia, drgania poprzeczne itp. W laboratorium dobierał parametry zapewniające założony sposób pracy, a nad wodą sprawdzał ich skuteczność. Badania przeprowadzał w kanale przepływowym, a pomiary szybkości wirowania skrzydełka (paletki) AGLIA, COMET, AGLIA LONG, Vibrax, o wielkościach 1, 2, 3  i 4. przy szybkim 1m/s i wolnym 0,6m/s wykonał metodą stroboskopową.
Wracajmy do dnia dzisiejszego jak pisałem wyżej do rąk moich trafiły, jak mi się wydaje naprawdę innowacyjne i… niemal doskonałe obrotówki. Błystki mają ciekawą konstrukcję:
Drut fi 0,8 mm jest odpowiednio sprężysty i jak to dental błyszczący. Podczas normalnego użytkowania nie odkształca się.
Strzemiączko wykonane jest z drutu o grubości nieco większej od drutu konstrukcyjnego. Ma kształt niemal litery „C” ze spłaszczonymi końcami, na których wywiercone są otwory o średnicy odpowiednio większej od średnicy drutu konstrukcyjnego.
Skrzydełka - występują w dwóch wersjach MOBBY V czyli w kształcie Aglia Long oraz MOBBY F o kształcie zbliżonym do „Meppsa Aglii”. Generalnie zastosowane w błystkach „Manyfika” skrzydełka są nieco dłuższe i szersze niż w odpowiedniej wielkości błystce „Meppsa”, mają też szerszy niż pierwowzory płaski rant.
Korpus – odlew z ciężkiego metalu (ołów?) w dawno zapomnianej formie ciężarka ekscentrycznego, luźno obracający się na drucie, dodatkowo łożyskowany jest metalowym koralikiem.
Koraliki łożyskujące – wykonane są z metalu wielkością oczywiście dobrane do wielkości skrzydełka i  korpusu według prostej zasady im  większa błystka tym większe koraliki
Koralik dystansowy – element wabiący w jaskrawych kolorach fluo wykonany z twardego plastiku. Być może barwą swą imituje ziarno ikry.
Kotwiczki z chwostem lub bez
Wszystkie elementy wykonane są z wyjątkową, nie spotkaną nigdy przeze mnie precyzją.
Po pierwszych testach należy stwierdzić, że:
- Koraliki obracają się łatwo i bez oporów na drucie konstrukcyjnym dzięki czemu faktycznie łożyskują wszystkie istotne elementy błystki.
-  skrzydełka wszystkich posiadanych przeze mnie blaszek „Manyfik” (nie zależnie od kształtu oraz wielkości) „odpalały” od razu po zetknięciu się z wodą. Ściągane zarówno wolno, jak i szybko znakomicie wirowały.
- podczas pracy w wodzie ekscentryczny łożyskowany kulką metalową korpus przynęty ustawiał się zawsze w pozycji „do dna” .
Reasumując, dzięki temu, że wszystkie elementy przynęty są ruchome, a cięższe  (skrzydełko i korpus) znakomicie łożyskowane. Dzięki temu konstruktorowi udało się całkowicie wyeliminować główną wadę obrotówek, czyli skręcanie linki! Dlatego właśnie obrotówki Manyfik są obrotówkami INOWACYJNYMI. Innowacją w obrotówkach  Manyfik jest zastosowanie w konstrukcji wyłącznie elementów ruchomych oraz stawiającego niewielki opór w wodzie ekscentrycznego (odśrodkowego) oczywiście ruchomego korpusu.  Łowiłem nimi przez kilka godzin zmieniając co kilkadziesiąt rzutów blaszki, a plecionka oraz żyłka nie skręciły się!
Co do „donośności”(długość rzutu) – muszę przyznać, że też jest nieźle, o ile oczywiście zastosuje się odpowiedniej grubości linkę.
A’propos  uważam, że MANYFIK „Mobby no 4” i  MANYFIK „Mobby no 5” z chwostem są błystkami obrotowymi doskonałymi, to znaczy - nie mającymi wad!!! Jeśli zaś do tego, co powyżej napisałem dodać szeroką (bez udziwnień) gamę kolorystyczną  uważam, że błystki obrotowe MANYFIK powinny znaleźć się w pudełku każdego szanującego się spinningisty!

Karol Zacharczyk

Koguty
i
Jigi

PRZYNĘTY OSTATNIEJ SZANSY
W arsenale (zbiorze) mych przynęt „koguty” goszczą co najmniej od kilkunastu lat,  stanowiąc specjalną „klasę” przynęt od zadań specjalnych.  Cóż to jest „kogut? Niezorientowanym podpowiem, że jest to rodzaj jiga wykonany z kilku piórek zamontowanych na lżejszej, bądź cięższej główce uzbrojonej w hak lub kotwicę.
Truizmem będzie stwierdzenie, że… jigi znakomicie nadają się do połowu wszelkich ryb drapieżnych we wszystkich wodach: w naturalnych i sztucznych jeziorach, stawach, żwirowniach, gliniankach itp.; w górskich i nizinnych rzekach, a także w morzu. Dzięki pierzastym lub „futrzastym” jigom odniosłem kilka dość spektakularnych sukcesów…
W Polsce „koguty” cieszą się szczególną estymą wśród łowców sandaczy. Ba, „pierzaki” uzyskały nawet status osobnej metody spinningowej i doczekały się specjalistycznych wędzisk. Muszę się przyznać, że do pierwszych, które otrzymałem jeszcze w połowie lat dziewięćdziesiątych, podchodziłem jak do przysłowiowego jeża… Dlatego chyba musiały sobie kilka lat poczekać. Były to „klasyczne”, śląskie jigi na ciężkiej 30 gramowej główce z grubą, wykonaną z jasnej wiskozy, spowalniającą opad kryzą (kołnierzem) i solidnym ogonem z krasiatych piór krajowego koguta.
Ich skuteczność „odkryłem” podczas wyprawy w Deltę Wołgi, w miejscu zwanym przez członków naszej ekipy „przy zatopionej barce”. Łowisko było dość specyficzne. Łączyły się tam dwa bystre kanały tworząc poniżej może 2 metrowej głębokości spokojną płań – prawie jeziorko. W owym „jeziorku” na pograniczu nurtu i roślinności grasowały duże okonie. Ciężkie duże koguty pozwalały je osiągnąć. Rzut, szybki opad pozwalający ominąć drobnicę, podniesienie przynęty i branie, jedno, drugie, kolejne…  Na „koguty” podczas tej wyprawy złowiłem kilka setek potężnych około kilowych okoni, jednego sumka i kilka szczupaków.
Kolejny raz koguty okazały się niezastąpioną bronią na… palie z jeziora Piaseczno na granicy Kaszub i Kociewia. Moim zdaniem,  jest ono jednym z najlepszych, najbardziej renomowanych jeziorowych łowisk ryb łososiowatych w Europie. Tego dnia opiekun łowiska a zarazem mój przyjaciel Artur Banachowski na powitanie rzucił mi – ryby są, ale nie wiem dlaczego nie biorą? Faktycznie na „standardowe”, skuteczne i wypróbowane wcześniej przynęty, tego dnia pstrągi nie brały. Przez kilka godzin wędkowania nic nie złowiłem, i to mimo, że co jakiś czas pokazywały się tuż pod powierzchnią wody. W pewnym momencie przypomniało mi się zdanie Roberta Taszarka, że… - Tak naprawdę w Piasecznie porządne ryby połowi ktoś, kto zacznie łowić tam na … koguty. Wtedy przyszło olśnienie – Karolu przecież masz koguty!  Sposób prowadzenia wymyśliłem natychmiast. Daaaleki rzut, krótki 2-3 metrowy szybki opad, podbicie, opad, podbicie i.... branie. Hol. Znów rzut, opad, jedno podbicie, opad, drugie, opad, trzecie branie, hol, itd. Tego dnia, a w zasadzie wieczoru, jako jedyny z łowiących wyjąłem tęczaka i kilkanaście, niebiorących ponoć, pięknych palii.
Znowu okonie. Tym razem nie było to żadne znane łowisko, ale maleńki stawek w Starej Białce koło Kamiennej Góry.  Żyje w nim…  kilkanaście pstrągów i kilkadziesiąt wpuszczonych przez mojego szwagra Edka okoni i jazi. Stawek wczesną wiosną jest niezarośnięty, a jego dno pozbawione jakichkolwiek zawad. Gdy już byłem święcie przekonany, że ryb w naszym stawku nie ma, wzrok mój padł na uzbrojonego pojedynczym hakiem ciężkiego pstrągowego jiga. Zapiąłem go do agrafki i… nagle, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, świat zmienił się
Od lat jigi są obecne w moich zestawach morskich. W zasadzie na każdym wyjeździe (wypłynięciu) łowię na nie, nie tylko dorsze, ale i belony a nawet makrele
W każdym razie firma „Manyfik” ma w swej ofercie niemały katalog tych skutecznych przynęt. Pozwólcie Państwo, że je krótko przedstawię.
Najmniejsze o nazwie nomen omen „Mini JIG”- wykonane są na główkach o numerze haka nr 6; mają wagi: 2, 3, 4 i 5 gramów. Długość ogonka od 2 do 4 cm. Jakość wykonania i zastosowane w nich materiały: chenille na tułowia i piórka koguta lub puch „marabuta”, czyli indyka zastosowane na ogonki są bardzo dobrej jakości. Znakomicie nadają się do połowu okoni, pstrągów, kleni, jazi oraz jeziorowych wzdręg. Brązowe i czarne z ogonkiem z pióra koguta polecam na przełomie kwietnia i maja do połowów pstrągów potokowych i… szczupaków. Jest to okresie gromadzenia się i samego tarła cierników. Białe są dobre na wpuszczane świeżo tęczaki, a kombinacje kolorów czerwieni, różu, pomarańczy, żółci smakują jaziom, kleniom (czerwone) i wzdręgom.
KOGUT GEORGE – bardzo starannie wykonane duże jigi. Ogonki mają od 9 do 14 cm długości. Zbudowane są z 8 do 12 sztuk dobrej jakości piór z selekcjonowanych kapek z kogutów indyjskich  (o barwach naturalnych i sztucznie barwionych) z dodatkiem błyszczących włókien różnokolorowych flash’y. Tułowia z różnej długości oraz barwy chenille lub crystal chenille. Wszystko to dobrze umocowane do trzonka solidnej i ostrej kotwiczki. Główki są odlewane na szkieletach z  drutu ze stali nierdzewnej, których oczko usadowione jest pod kątem 45º do osi przynęty. Długość piór zastosowanych na ogonki oraz wielkość kotwic uzależniona jest od ciężaru główki i tak:
-  7 i 10 gramowe przynęty mają kotwice o numerze 3, długość ogonka od 9 do 10 cm;
- 12 i 15 oraz 18 gramowe w kotwice  nr 2 i długość ogonka od 10 do12 cm ;
- 20, 25 i 23 gramowe- kotwice nr 1 i długość ogonka 12-14 cm.
Muszę przyznać, że zestawy kolorów tułowi i ogonów są bardzo ładnie skomponowane, a haki ostre i dobrej jakości.

Karol Zacharczyk

Manyfik
System

Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest wyprodukowany przez firmę Manyfik połączenie czeburaszki z… a jakże z wirującą paletką, czyli skrzydełkiem. Powiecie Państwo - połączenie główki jigowej, przez dodanie wirującej paletki jest niczym nowym, bo Amerykanie dawno to wymyślili. Prawda, ale „Manyfik System” tak naprawdę jest …przemyślną błystką obrotową o specyficznej konstrukcji.
Umiejscowienie skoncentrowanego ciężaru z przodu i zastosowane w konstrukcji najwyższej jakości elementy sprawiają, że skrzydełko ciągle i bez zakłóceń obraca się wokół osi dodatkowo„ożywiając” nanizaną na hak o prostym oczku gumę lub uwiązanego na jego trzonku jiga. Wirujące skrzydełko bardzo ładnie spowalnia też opad przynęty, dodatkowo ją uatrakcyjniając. Zachodzi jednak pytanie, czy jest to „broń absolutna”? Tu muszę przyznać, że testowałem je we wrześniu w jednym z polskich jezior, okonie atakowały przynętę bez zastanowienia.
Reasumując uważam, że  obrotówki typu „Manyfik system”  powinny znaleźć się w pudełku każdego szanującego się spinningisty. Tym bardziej, że wybór obciążeń i kształtów paletek wpływających na tempo opadania przynęty jest naprawdę bardzo duży.

Karol Zacharczyk

Czeburaszki

MAGICZNE KULE, CZYLI "CZEBURASZKI"
Ostatnie kilkanaście lat charakteryzuje się niebywałym wprost rozwojem gum, czyli przynęt silikonowych. Do tej chwili powstało i jest dostępnych w handlu tysiące ich modeli. Większość mniej lub bardziej wiernie imituje naturalny pokarm drapieżników. Łowimy na nie, nie tylko wszystkie drapieżniki, ale także ryby niedrapieżne takie jak: wzdręgi, płocie, leszcze, a nawet karasie , liny i ... karpie. Niektóre z tych przynęt mają fabrycznie zmontowane w korpusie obciążenie wraz z hakiem.
Chcę jedynie napisać kilkanaście, mam nadzieję pomocnych, akapitów o moich sposobach zbrojenia „gum”. Czyli o sposobach umieszczania haków (w tym kotwiczek) w przynętach „silikonowych”.
Uzbrajając „gumę” musimy koniecznie wziąć pod uwagę jej wielkość i masę (co jest powiązane z ciężarem właściwym materiału, z którego została wykonana), a także: głębokość i prędkość nurtu wody w łowisku, prędkość (szybkość) opadu przynęty, który chcemy osiągnąć oraz... grubość linki jaką łowimy. Współzależności są, bądź wydają się, proste.  Im głębsze jest łowisko, im nurt wody jest szybszy, im chcemy osiągnąć szybszy opad, im większa jest przynęta - tym stosujemy cięższe główki.
W niektórych niemieckich łowiskach nie wolno stosować „tradycyjnych” główek jigowych. Wymyślono tam bardzo ciekawy sposób na uzbrojenie gumy jest to zwykle ołowiana, barwy najczęściej czerwonej lub jasnożółtej wręcz fluo kulka z dwoma zatopionymi w metal zaczepami. Do jednego z nich mocujemy agrafkę z krętlikiem  do drugiego hak z nanizaną nań przynętą. W porównaniu do haków na stałe połączonych z ołowiem praca systemów z elastycznie połączonym obciążeniem jest dużo bardziej wszechstronna. Taki system po kontakcie z dnem odbija w bok, natomiast sztywny jig  osiada na podłożu nieruchomo. Jako, że większość drapieżników atakuje najczęściej w chwili zetknięcia przynęty z dnem. Jest to często decydujący moment ruchu i to w najważniejszej chwili prezentacji przynęty! Więcej ruchu powstaje także przy najlżejszych szarpnięciach w trakcie prowadzenia przynęty, która dzięki elastycznemu połączeniu z ciężarkiem reaguje bardzo żywo na każde spowolnienie, bądź przyspieszenie. A takiemu zachowaniu, w odpowiednim miejscu, mało który drapieżnik jest w stanie się oprzeć.
Zestaw ma jeszcze tę zaletę, że nie sposób podczepić nim rybę.
Czeburaszki produkowane przez firmę Manyfik oferowane są gramaturze 2-24g,co w  zupełności zaspakaja wymagania wędkarzy łowiących w płytkich jak i głębokich zbiornikach, zarówno na małe bądż duże przynęty.Ponadto agrafki do których montuje się przynętę zrobione są z cienkiego, aczkolwiek bardzo mocnego drutu, który nie prostuje się nawet w czasie uwalniania przynęt z zaczepów.

Karol Zacharczyk